Relacja z Turnieju Deichmann’a cz.I

1 (22)
29 kwietnia 2016

Wielce oczekiwany debiut w Minimistrzostwach Deichmann’a już za nami. Kolorowe stroje, emocje, szalony doping, słowem – zabawa przez duże „Z” pod pretekstem piłki nożnej.

Jako pierwsza do boju przystąpiła ekipa Mali, która mierzyła się z Burkina Faso. Wydaje się, że nasz zespół zapłacił (jak przystało na trenera prowadzącego naszą drużynę; ) frycowe, gdyż, mimo ambitnej i walecznej gry, rywal górował nad nami doświadczeniem i zasłużenie zwyciężył. Porażka wstydu nam nie przyniosła, a w dodatku widać było, że nie poszła na marne, bo w następnych meczach nasi gracze toczyli wyrównane boje. Zaangażowanie? Nie można go nikomu odmówić, nawet Milenka Łukasik rwała się do gry, mimo szyny gipsowej na nodze. Nie mogła jednak pomóc kolegom, za to na boisku  wyróżniał się Franek Wcisło – lider defensywy i inicjator kontrataków, oraz dwójka, która była motorem napędowym naszych akcji ofensywnych, czyli Patrykowie Stekla i Brodłowicz. Skończyło się na dwóch wynikach 2:1. Z Irlandią jeszcze minimalną porażką, w której na listę strzelców wpisał się dynamiczny Krystian Sikora, a później przyszło upragnione zwycięstwo z Argentyną, po dwóch trafieniach Patryka Stekli. Apetyt na kolejne zwycięstwa wzrósł niesamowicie.

Między meczami Mali, na boisku pojawiła się też druga z naszych ekip, której zawodnicy wcielili się w niemniej egzotyczną reprezentację Jamajki. Tutaj na start otrzymaliśmy ekipę Irlandii. Choć Radek Liskiewicz dwoił się i troił, broniąc dostępu do naszej bramki, nie mógł uratować choćby remisu, z lepiej dysponowanymi rywalami. Przynajmniej mocno zmęczyliśmy Irlandczyków, którzy od razu po tym meczu mieli mierzyć się z Mali. No ale pierwsze koty za płoty… W drugim spotkaniu znowu miało nie być z górki, gdyż musieliśmy potykać się z rozpędzonym Burkina Faso, które znowu dało nam małą lekcję futbolu. Mimo lepszej gry naszych graczy w polu niż w pierwszym meczu, nasi przeciwnicy atakowali dużo konkretniej i zdobywali bramki. Choć było trochę goryczy do przełknięcia, młodzi gracze LKS-u zrobili to, co robi się z gorzkim lekarstwem – szybko ją przełknęli, by móc się cieszyć z turnieju i z pozytywnym nastawieniem czekać na następne spotkania.  G R A T U L U JE M Y !

Najbliższe już w tę sobotę. Będziemy trzymać kciuki. 

Dziękujemy niezastąpionym RODZICOM za zdjęcia 🙂


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *